Dla każdego, kto che żyć zdrowo, wyglądać młodo i cieszyć się pełnią życia aż do późnej starości

DSC00150b„Bez parabenów”, „bez silikonów” – takie napisy na kosmetykach zachęcają nas do kupna. Produkty wydają się wtedy bardziej naturalne i bezpieczne dla skóry. Na konferencjach prasowych producentów (także tych najpotężniejszych) słychać jednak, że to bardziej ukłon w stronę klientów i obecnie panujących trendów, niż rzeczywista konieczność usunięcia tych składników ze względu na ich szkodliwość. To jak to w końcu z nimi jest?

Syntetyczne cząsteczki bywają lepsze niż naturalne

Tak, to prawda. To, co w suplementacji jest oczywiste: witaminy syntetyczne są nieporównanie gorzej wchłaniane od naturalnych – bynajmniej nie obowiązuje w kosmetologii. Naukowcy doskonale znają budowę syntetycznych cząsteczek i są w stanie przewidzieć wywoływane przez nie reakcje oraz je kontrolować. Ich naturalne odpowiedniki są nie tylko mniej przewidywalne jeśli chodzi o skuteczność, ale też znacznie częściej powodują alergie i niechciane reakcje. Co ciekawe – ta prawidłowość nie dotyczy bynajmniej tylko konserwantów w kosmetykach, lecz tak samo (a może nawet jeszcze wyraźniej!) substancji aktywnych. Tych decydujących o „dobrodziejstwie” kosmetyku. Jeśli więc masz skórę skłonną do podrażnień i alergii, może okazać się, że „naturalne”, a tu mamy zazwyczaj na myśli – pochodzenia roślinnego produkty, nie są wcale dla ciebie odpowiednie. Poza tym nie mamy pewności czy nowe składniki zastępujące silikony i parabeny zostały już przetestowane tak dokładnie jak ich znani naukowcom, niczym łyse konie poprzednicy. Parabeny stosowane są już od 1984 roku – a to sporo czasu na sprawdzenie ich krótko- i długofalowych skutków. W końcu to, że nie znamy powodowanych przez ich następców skutków ubocznych, nie oznacza, że te wcale nie istnieją. I na odwrót – żadnych zarzutów, jakie parabenom stawiano, nikt w istocie nie dowiódł. Stały się za to pożywką do walki konkurencyjnej, w której parabeny rzeczywiście wyraźnie przegrywają.

„Bez konserwantów” = bez sensu?

Konserwanty nie znajdują się w kremie, czy w każdym serum kosmetycznym zwłaszcza, bez przyczyny. Mają zapobiegać rozwojowi bakterii i przenoszeniu ich na skórę. Wyobraź sobie, że masz na skórze zadrapanie lub rankę, a balsam, który rozprowadzasz po całym ciele, nie zawiera konserwantów i rozwijają się w nich zarazki. Mogą się w ten sposób dostać do skóry i spowodować poważną infekcję! Produkty bez konserwantów muszą więc być zabezpieczone w inny sposób, na przykład poprzez zastosowanie opakowań, do których nie dociera powietrze. No tak, a po otwarciu ?

Lepiej z parabenami, niż w ogóle bez konserwantów

Jeśli zależy ci na produkcie bez parabenów, ale nie możesz znaleźć takiego w gamie przeglądanych kosmetyków, nie rezygnuj z tego rodzaju pielęgnacji! Parabeny to nic innego jak środki konserwujące, być może konieczne w tych produktach. Z dwojga złego lepiej zdecydować się na krem z substancją rzeczywiście aktywną zawierający ją w swojej formule, niż przejść na krem „ekologiczny”, ale nie za bardzo mający czym oddziaływać na naszą skórę. Pamiętaj również, że parabeny, te najskuteczniejsze i najlepiej zbadane ze wszystkich substancji konserwujących wymagają dodania do masy kosmetycznej w ilościach naprawdę śladowych. W dodatku polskie normy, limitujące ilość tych konserwantów w masie kosmetycznej są dwukrotnie ostrzejsze od np. niemieckich. Trudno zaś przypuszczać, że niemieckie przepisy, nieustannie skanowane przez organizacje konsumenckie, mogą narażać użytkowników na szwank na zdrowiu.

Szukamy dowodów

Na koniec warto podkreślić, że choć parabeny okryła zła sława, to wciąż brakuje jakichkolwiek dowodów popierających kontrowersyjne tezy głoszone przez ich przeciwników. Mówi się, że są powiązane z powstawaniem nowotworów, zaburzeń hormonalnych, nawet płodności, a przede wszystkim, że odpowiedzialne są za podrażnienia skóry, ale wciąż nie ma to wystarczających, przede wszystkim niezależnych badań. Powiązywanie parabenów z rakiem ma związek z porównaniem ich działania do naśladowania estrogenów, których nadmiar w organizmie może powodować nowotwory – w szczególności raka piersi. Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków wystosowała jednak kolejny raport (po ponownym sprawdzeniu bezpieczeństwa parabenów), z którego wynika, że w chwili obecnej nie ma żadnego realnego zagrożenia ze strony parabenów dla konsumentów. Trudno jest oprzeć się wrażeniu, że nagonka na parabeny, która trwa już dobre dziesięć lat ma wszelkie cechy siania paniki mającego na celu zwiększenie obrotów firm sprzedających tzw. Bio produkty. Tylko, że … jeśli ktoś umie czytać skład INCI, to biorąc do ręki krem z parabenami, praktycznie zawsze przeczyta o nich na szarym końcu spisu, co oznacza, że ilość ich w ingrediencji jest znikoma. Dokładnie odwrotnie w przypadku kosmetyków „no-paraben”. Substancje konserwujące znajdują się tam zazwyczaj gdzieś po środku składu INCI, co niestety oznacza, że jest ich procentowo dużo. A my, konsumentki za co płacimy wówczas ? Za substancje aktywne, czy za „dobre” konserwanty ?

DSC00145bNa koniec należy powiedzieć, że ten, kto głosi tezę, że każda ilość nawet śmiertelnej trucizny jest zła sama w sobie, ten jest po prostu … głupi. Gdyby każda ilość cyjanków, tlenków metali ciężkich, arsenu itp. była szkodliwa, to należałoby nie przebywać w ogóle w miastach, gdyż tam występują one nawet w powietrzu. Mimo tego nie ma ani jednego kraju na świecie, w którym średnia życia obywateli w wielkich miastach jest krótsza niż na zdrowej, ekologicznej prowincji. Nie obecność jakiejkolwiek substancji decyduje bowiem o czymkolwiek, lecz jej ilość. Nie możemy zapominać, że większość naprawdę skutecznych lekarstw to trucizny, a jednak w ilościach mikroskopijnych są one dla nas zbawienne, kiedy przyjdzie ostry stan chorobowy. Nasz świat pełen jest toksyn i/lub substancji podejrzewanych (najczęściej ewidentnie poszlakowo) o to, że mogą czynić naszym organizmom zło. Jednakże niezwykle rzadko substancje te dosięgają nas w stężeniu szkodliwym naprawdę, a jeszcze rzadziej w szkodliwym natychmiast. To ilość, a nie istnienie w ogóle czegokolwiek na tym świecie – jest podstawą do oceniania tego czegoś szkodliwości (zresztą dobroczynności również). Jeżeli zaś coś jest pewne, to można za takie uznać, że ilości parabenów, jakie znajdujemy w kosmetykach są rzeczywiście znikome (wg. polskich norm maks 0,2 % masy kosmetycznej, lecz w praktyce jeszcze mniej). Nie wpadajmy więc w ekopanikę, bo równie pewnym jest to, że nie pojawiła się ona sama. Ktoś ją wywołał i podsyca.

Źródło: Newsletter Colway
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Chmurka tagów

%d blogerów lubi to: